Nucia poleca – nowodworski lasek

Cześć, to znowu ja, Nucia 🙂

Dzisiaj w cyklu „Nucia poleca” chcę zaprosić Was w moje okolice. Jakiś czas temu pisałam Wam,że mieszkam na Białołęce, a dokładniej Nowodworach. Obok domu Pańciów jest las, który uznaję za swój własny i jak tylko mnie spuszczą ze smyczy, zaczynam dzikie szaleństwo (dzikie niemal dosłownie, bo często zaczynam od niuchania śladów, jakie zostawiły dziki ;)) Lasek ten mieści się na Wydmie Nowodworskiej, a ja żeby się do niego dostać muszę tylko przejść przez ulicę. To naprawdę fajna sprawa być psem w Warszawie, a kilka razy dziennie spacerować po lesie 🙂

W naszym lasku jest kilka głównych ścieżek, trochę „górek” i moich tajnych zakamarków. Pachnie w nich dzikami, można wytarzać się w trawie, a przy okazji ganiać wiewiórki (ale cicho, Pancia nie pozwala ;)) W ciągu tygodnia w lasku można spotkać wiele innych psów, a także mamy z wózkami. W weekendy przychodzimy tu tylko rano, bo od 12 do 17 jest to jeden z głównych szlaków spacerowych, więc nie chcemy stać w korkach 😉 Mój lasek znajduje się tutaj, naprawdę warto się tu wybrać, a potem hop nad Wisłę i piękny spacer gwarantowany 🙂

A tutaj kilka moich zdjęć w lasku (niestety są marne, bo ja tam biegam, a nie pozuję, czego Pancia pojąć nie może ;))

na początek rozeznanie terenu, Pancio robi obstawę 😉

dobra Panciu, ja idę na pierwszy ogień!

czuję przygodę…albo dzika

o ranyyy…każą pozować do zdjęć, a przygoda wzywaaaaaaaa

a na koniec spaceru, trzeba się wytarzać, niech Panciowie nie mówią potem, że śmierdzę 😉

Sierściuchy nam nie podskoczą!:)

Jak na porządnego psa przystało, nie toleruję witaminowych fanaberii, które serwuje mi moja Pancia. Odpadają więc wszelkie tabletki i proszki, no chyba, że Pancia przemyci je w pasztecie 😉 Ale jest jedna rzecz, przy której nie protestuję – może dlatego, że tylko czasami widzę jak Pancia dodaje mi to do jedzenia 😉 Mowa o środku, który polecił nam Pan z pobliskiego zoologicznego, a który ratuje nas przed śmiercią pod stertą sierści w okresie linienia i nie tylko 😉 Środek ten nazywa się Kerabol. Producent zaleca stosowanie podczas wypadania włosów i przy matowej sierści. My używamy go już trzeci raz i jesteśmy bardzo zadowoleni z efektów. Pancio, który śmiga po domu z odkurzaczem, docenia go zwłaszcza w okresie linienia. Preparat ten zawiera biotynę i cynk, pomaga mi utrzymać skórę w dobrej kondycji, bo Ci którzy mnie znają, wiedzą, że jest bardzo wrażliwa. Moja Pancia kupuje zawsze większą butelkę, bo ja jestem duża – za 50 ml płaci w osiedlowym sklepie 47,70 choć na necie można kupić dużo taniej (dopiero teraz to sprawdziłyśmy i Pancia mówi, że musi teraz zamawiać z netu, bo w jednym ze sklepów jest za 29,90!). Jeśli więc chcecie poprawić stan sierści swojego psa, ja Nucia polecam Wam ten środek 🙂 A wygląda tak:

zdjęcie pochodzi ze strony www.abckarma.pl

Nucia poleca – Urlop w Bieszczadach

Witajcie,

po długiej przerwie, czas na wiosenne przebudzenie. Dzisiaj z mocnym akcentem – chcę Wam polecić świetne miejsce na wakacje z psem i to nawet takim dużym jak ja 🙂

Mój Pancio zabrał mnie na kilka dni w Bieszczady. Mówił coś, że to góry i są niedźwiedzie, ale mnie obchodziło tylko to, że razem wyjedziemy. Pancio zaplanował wyjazd już wcześniej, długo szukał miejsca, gdzie będę naprawdę mile widziana i nikt nie będzie mnie przeganiał albo uciszał. I dzisiaj o takim miejscu chcę Wam napisać.

Miejsce: Myczków, 1 km od Soliny, Polańczyka i słynnego jeziora.

„Nad potokiem” – kilka domków, nowych, w bardzo dobrym stanie, z pełnym wyposażeniem, aneksem kuchennym i łazienką. Jako pies niewybredny pewnie byłabym zadowolona nawet z szałasu, ale skoro już byłam w takim miejscu, to opowiem Wam o jego plusach i minusach ważnych dla mnie, czworonoga na wakacjach 🙂

Plusy:

– duży teren, domki ustawione tak, że gwarantują niezależność, nikt nikomu nie wchodzi w paradę i nie drażni 😉

– piękna, cicha okolica, po drodze brak psiaków „na włościach”, które zwykle mnie straszą na spacerach

– obok domków piękna ogromna łąka i potok – mogłabym tam spędzić resztę życia 🙂 idealne na spacery

– właściciele bardzo przyjaźni, prosili tylko, żebym nie sikała na młode drzewka, ale wiadomo, że damy tego nie robią 😉

– i coś extra na upały – domek stoi na balach,więc mogłam chłodzić pupę ile dusza zapragnie 😉

– dookoła dużo tras spacerowych, byłam więc i na zaporze w Solinie i na marinkach w Polańczyku 😉

– wyposażenie domku – jest dosłownie wszystko, nawet sól w solniczce, bardzo czysto i schludnie

Minusy:

– brak, naprawdę brak

Za mój pobyt Pancio płacił 10 zł za dobę, ale on mówi, że woli płacić za mnie i nie krępować się, że czasem szczekam (nie moja wina, że chcę być taka ważna i zauważona przez wszystkich ;))

Więcej informacji o tym miejscu: tutaj (klik)

Poniżej „fotorelacja”  z miejsca, gdzie się zatrzymaliśmy 🙂

no i gdyby ktoś pytał czy mi się podobało, to odpowiadam ostatnim zdjęciem 😉